Minimalizm budzi skrajne emocje i jeszcze więcej nieporozumień. Dla jednych oznacza wolność i prostotę, dla innych wyrzeczenia, pustkę i rezygnację z życia. W tym wpisie rozprawiam się z najczęstszymi mitami o minimalizmie i pokazuję, czym naprawdę jest – bez uproszczeń i bez instagramowych filtrów.
Głównym hasłem, które przyświeca życiu zgodnym z filozofią minimalizmu jest „mniej znaczy lepiej”. Hasło to może być jednak bardzo mylące. Sugeruje, że powinniśmy zminimalizować wszystko w naszym życiu: wyrzucić meble, ubrania, kolory, innych ludzi, porzucić hobby i pragnienia. Tak postrzegany minimalizm odstrasza, bo mylony jest z ascezą i ogromem wyrzeczeń.
Pozbywanie się rzeczy jest najbardziej widocznym, spektakularnym krokiem w całym procesie, a dodatkowo trwa praktycznie bez końca, więc towarzyszy na każdym etapie naszej drogi. Nie powinno więc dziwić, że wiele wpisów kręci się wokół przedmiotów. Dopiero później, po fizycznych porządkach przychodzą refleksje, a wtedy nie każdy chce się nimi dzielić „na forum”.
Wokół stylu życia w wersji slow narosło więc wiele nieporozumień i przekłamań. W tym wpisie chciałabym rozprawić się z najczęstszymi mitami o minimalizmie – po swojemu, zgodnie z tym, jak ja go czuję. Wierzę, że potrafi on przynieść szczęście i poczucie wolności. Ostatecznie chodzi bowiem o to, by pozbyć się negatywnych wspomnień, nawyków, relacji, uczuć, przywiązania do rzeczy, a nie rzeczy samych w sobie.
Minimalizm nie oznacza bylejakości ani rezygnacji z komfortu – tylko uważny, świadomy wybór.
Jako minimalista wciąż możesz żyć obficie! Nie redukuj minimalizmu tylko do nieposiadania!
Minimalizm to proces, nie cel sam w sobie. Nie musisz niczego „osiągać” w określonym czasie. To raczej sposób, w jaki zaczynasz patrzeć na życie – i powoli, krok po kroku, dostosowujesz świat do własnych potrzeb.
MIT 1: Czy minimalista musi mieć określoną liczbę rzeczy?
Minimalizm ZAWSZE zaczyna się od posprzątania swoich rzeczy. Od fizycznego oczyszczenia przestrzeni ze zbędnych przedmiotów. Za dużych i za małych ubrań, i tych niepasujących do Twojego stylu życia. Różnorakich kieliszków, jeśli nie pijesz alkoholu. Zapasów kosmetyków i jedzenia „jak na wojnę”, których nie masz szans zużyć przed upływem terminu ważności. Pozostałości po hobby, które porzuciłeś kilka lat temu. Nieużywanych sprzętów, zalegających piwnicę „na wszelki wypadek”. Pamiątek, które nie budzą już dobrych wspomnień.
Chodzi o to, by każda pozostawiona rzecz była wartościowa. I bynajmniej nie chodzi tu o jej faktyczną, nominalną wartość, ale wartość, jaką dana rzecz wnosi do Twojego życia. Masz dużą kolekcję książek, które kochasz i czytasz? Zostają! Regularnie organizujesz przyjęcia? Komplet naczyń ma swoje uzasadnione miejsce!
Jeśli dopiero zaczynasz, zajrzyj też do wpisu o tym, dlaczego warto mieć mniej oraz czym naprawdę jest minimalizm i jak go rozumieć w praktyce.
NIE! minimalizm to nie ascetyzm i pustelnicze życie. Fizyczne rozstanie się z przedmiotami bywa trudne z różnych względów, ale nie powinno być wyrzeczeniem, na które nie jesteśmy gotowi. Jednym przychodzi bardzo łatwo, bo z natury są minimalistami. Innym sprzątanie może zająć nawet kilkanaście miesięcy; zresztą zazwyczaj tak właśnie przebiega (na raty, w miarę dojrzewania do zmian). Minimalizm to jest mieć dokładnie tyle, ile Ci potrzeba – czasem to jeden kubek, czasem 12 filiżanek.
Nie istnieje coś takiego, jak liczba rzeczy, poniżej której możesz nosić dumne miano minimalisty. Minimalista nie otrzymuje certyfikatu, gdy „zejdzie poniżej setki”. Bo nie o liczby tu chodzi, tylko o jakość życia.
Minimalizm to odnalezienie minimalnej liczby rzeczy potrzebnej do zrealizowania swojego celu z maksymalną skutecznością (nawet jeśli jest to „tylko” zaspokojenie potrzeb estetycznych).
MIT 2: Czy minimalizm oznacza kupowanie tylko drogich rzeczy?
Mit o tym, że minimalista kupuje tylko rzeczy z górnej półki, ma w sobie ziarno prawdy – jako naturalny efekt świadomej konsumpcji. Ale… nie każdy minimalistyczny wybór musi być luksusowy.
Minimalista równie dobrze może być fanem używanych rzeczy, naprawiania, wymiany, a nawet praktykowania freeganizmu (polegającego na wyławianiu ze śmietników zlokalizowanych głównie przy sklepach wielkopowierzchniowych wszystkich produktów zdatnych do spożycia i dalszego użytku) czy stylu less-waste.
Bo minimalizm nie jest religią, która z góry narzuca wzory zachowań. Człowiek nie jest stworzeniem zero-jedynkowym – może żyć równocześnie zgodnie z wieloma ideami, które się wzajemnie nie wykluczają. Może wybierać to, co zgodne z jego wartościami, a odrzucać to, co nie rezonuje.
MIT 3: Czy minimalizm oznacza brak kolorów i „biało-szary świat”?
Minimalizm to nie biel i szarości, ani drogie meble o prostych formach! Takie przekonanie wzięło się z minimalistycznego stylu w architekturze i sztuce, których esencją są jasne, przestronne i jednolite wnętrza. Twórcy minimalizmu dążyli do ograniczenia w dziele środków plastycznych w opozycji do prądów charakteryzujących się bogactwem form i ekspresji. Łatwiej unaocznić zamysł projektanta, uwypuklić piękno przedmiotów, jeśli po oczach nie bije kakofonia kolorów, kształtów i form.
Minimalizm we wnętrzach pomaga wyobraźni – ale to nie oznacza, że minimalista musi mieć czarno-biały świat!
Osobiście lubię ograniczony wystrój i paletę kolorów, bo to mnie uspokaja. Mam mniej bodźców, a dzięki temu, że moja uwaga nie jest niczym rozproszona, mogę być bardziej kreatywna. Neutralne kolory we wnętrzach są też praktyczne i łatwe w aranżacji (do kolorowych przestrzeni trzeba bogatej wyobraźni i zmysłu do projektowania, by nie zrobić kiczu i wizualnego chaosu); wszystko do siebie pasuje. Ale to mój wybór, bo minimalista może mieć tak kolorowy świat, jak tego pragnie!
MIT 4: Czy minimalista musi mieć mało ubrań i kapsułową garderobę?
Fast fashion (szybka moda) to termin używany do opisywania dochodowego modelu biznesowego opartego na powielaniu trendów z wybiegów, masowej i błyskawicznej produkcji ubrań przy jak najniższych kosztach wraz z jednoczesną zmianą trendów nawet do kilkunastu razy w roku. Nie dziwi więc fakt, że kobiety, ale nierzadko i mężczyźni zaczęli gubić się w nadmiarze.
Z kolei „capsule wardrobe” to koncepcja wykreowana przez Susie Faux, która popularyzowała tworzenie stylizacji w oparciu o zbiór kilku niezbędnych, ponadczasowych elementów odzieży, które nie wychodzą z mody przez wiele sezonów. Odrzucała ideę zakupów masowych, które często łączyły się z bylejakością. Na fali tego pomysłu powstały różne zabawy np.: projekt 333 (który polega na tym, iż z naszej szafy wybieramy 33 ubrania i tylko te nosimy przez kolejne 3 miesiące) lub wyzwanie 7 ubrań w 7 dni. Celem tych zabaw jest zwiększenie kreatywności i twórczego wykorzystywania posiadanych zasobów, dlatego tak szybko zaadoptowały się wśród minimalistów.
Stąd był już tylko krok, by – jak w przypadku minimalizmu we wnętrzach – „wylać dziecko z kąpielą”. Zaczęły mnożyć się listy w stylu „co każda kobieta / mężczyzna musi mieć w szafie”, które z góry narzucały nie tylko formę ubrań (np. pudełkowy żakiet), ale także „jedynie słuszną paletę kolorów”, czyli biel, beż i czerń. I choć idea ponadczasowości i nieulegania chwilowym trendom jest spójna z minimalizmem, to ponownie (jak w przypadku wystroju wnętrz) w powszechnej świadomości utarło się, że minimalista musi mieć kapsułową garderobę.
Tymczasem ilość, jakość i kolorystyka garderoby to bardzo indywidualna sprawa. Zależy od kultury danego kraju, wykonywanego zawodu, zainteresowań, indywidualnych preferencji, klimatu, itd. Minimalizm to nie „matryca do odbijania idealnych obywateli”. To narzędzie, które ma Ci pomóc opanować nadmiar, ale stoi w opozycji do podawania gotowych rozwiązań na tacy! Kapsułowa szafa to świetne rozwiązanie, ale musi być „szyta na TWOJĄ miarę”.
MIT 5: Czy minimalista powinien mieć hobby?
Hobby często wymaga sprzętu, materiałów, przestrzeni. I bardzo dobrze. Jeśli coś Cię pasjonuje, to znaczy, że jest warte miejsca w Twoim życiu.
Minimalizm promuje doświadczenia ponad posiadanie, ale pasje należą właśnie do kategorii doświadczeń. To one sprawiają, że życie ma smak i głębię. Jeśli potrzebujesz sztalugi, płótna i farb – miej je! Nie ma w tym nic sprzecznego z ideą minimalizmu.
Powtórzę raz jeszcze: minimalizm to stan, w którym masz wszystko, czego potrzebujesz i potrzebujesz wszystkiego, co masz. Ni mniej, ni więcej! Można więc powiedzieć, że jednym z celów minimalizmu jest zrobienie w życiu miejsca na hobby.
MIT 6: Czy każdy może zostać minimalistą?
Kto nie może zostać minimalistą?
Odpowiedź jest prosta – tylko ten, kto nie chce. Można przecież przeżyć naprawdę dobre życie, nie stawiając sobie trudnych pytań i unikając robienia wewnętrznych porządków.
Każdy jednak może spróbować żyć bardziej świadomie w tym, jak spędza swój czas, wydaje pieniądze, zużywa zasoby naszej planety. Minimalizm to narzędzie, które ostatecznie pomaga odzyskać spokój i kontrolę w naszym życiu. Ale to nie przepis na szczęście! Minimalizm nie rozwiąże wszystkich twoich zmartwień, nie jest uniwersalną receptą na wszelkie bolączki tego świata. Nie rozwiąże życiowych problemów, ale może cię wesprzeć w walce z nimi.
Minimalizm to nie elitarna filozofia zarezerwowana dla bezdzietnych, zamożnych singli. Można być minimalistą z siedmiorgiem dzieci i psem.
Różnica między minimalistą z 7 dzieci, a 8 samotnymi minimalistami może być tylko taka, że Ci pierwsi mieszkają razem, a Ci drudzy – każdy z osobna.
MIT 7: Czy minimalizm to oszczędzanie i życie „po kosztach”?
W internecie można przeczytać skrajnie różne opinie o minimalistach. Obok twierdzeń o bogatych, znudzonych życiem ludziach, dla których minimalizm jest modnym kaprysem, równie często można spotkać te o sknerusach i dusigroszach. Bo „mniej” niektórzy interpretują jako oszczędzanie na wszystkim – jedzeniu, ubraniu, wystroju wnętrza, wakacjach, zajęciach dodatkowych dziecka, zwierzętach, itd.
Tymczasem ja do znudzenia powtarzać będę, że minimalizm robi miejsce na rzeczy ważne dla nas!
Jeśli ważnym jest dla Ciebie mieć np.: kaszmirowe, drogie swetry, bo wolisz mieć mniej, ale dobrej jakości, to nie jest złe założenie! Dobrze jest jedynie czasem zwolnić, by mieć czas na zastanowienie się nad własnymi pragnieniami. Nie powinno się wydawać wszystkiego „do rozpuku”, wierząc, że pieniądze „magicznie się pojawią”, kiedy będziemy ich potrzebować. To zwyczajnie nierozsądne, a wręcz głupie!
Jeśli z kolei ważnym jest dla Ciebie posiadanie większych oszczędności, to buduj je! Oszczędności i rozsądne gospodarowanie własnymi zasobami mogą być środkiem do wolności finansowej i większej ilości czasu na zajęcia niezwiązane z pracą zawodową. Nie powinno się jednak pracować tylko dlatego, by bez końca gromadzić swoje pieniądze i trzymać je w skarpecie, niczym Ebenezer Scrooge. Na pewno nie powinno się to odbywać kosztem zdrowia, czy rozwoju (własnego lub dzieci).
Stosunek do pieniędzy powinien być przede wszystkim zdroworozsądkowy i niezależny od tego, czy jesteś minimalistą, czy nie!
Najczęstsze pytania o minimalizm (FAQ)
Czy minimalizm oznacza wyrzeczenia?
Nie. Minimalizm nie polega na rezygnacji z rzeczy ważnych, tylko na świadomym odrzucaniu tego, co zbędne.
Czy minimalista musi mieć mało rzeczy?
Nie istnieje żadna „właściwa liczba rzeczy”. Liczy się to, czy to, co masz, faktycznie służy Twojemu życiu.
Czy minimalizm jest dla każdego?
Tak – ale tylko dla tych, którzy chcą żyć bardziej świadomie. To narzędzie, nie obowiązek.
Możesz to przeczytać, przytaknąć i wrócić do swojego życia dokładnie takim, jakie było wcześniej. Większość osób właśnie tak robi. Bo łatwiej jest uznać, że minimalizm jest trudny, radykalny albo „nie dla mnie”, niż przyznać, że problem leży gdzie indziej.
Problem z minimalizmem nie polega na tym, że jest trudny – tylko na tym, że większość ludzi woli trzymać się wygodnych iluzji.
Iluzji, że „jeszcze się przyda”.
Że „tak już jest”.
Że „kiedyś się tym zajmę”.
Minimalizm zaczyna się w momencie, w którym przestajesz w nie wierzyć. Nie wtedy, gdy wyrzucisz połowę rzeczy z domu, tylko wtedy, gdy przestajesz usprawiedliwiać to, co wiesz, że Ci nie służy.
Jeśli masz wrażenie, że robisz wszystko „dobrze”, a mimo to nic się nie zmienia
– przeczytaj ten tekst:
Minimalizm nie działa. I to nie jest jego wina
I to jest ten moment, którego nie da się obejść.
Bo tu nie chodzi o rzeczy.
Chodzi o uczciwość wobec siebie.