12-tygodniowy rok to metoda planowania celów, która zamiast rocznych postanowień proponuje krótkie, intensywne cykle działania – i właśnie jej skuteczności oraz ograniczeniom przyglądam się w tym tekście.
Dlaczego noworoczne postanowienia tak często nie działają
„Nowy rok, nowa ja” – któż z nas choć raz w życiu nie postawił sobie ambitnych noworocznych planów i nie próbował ich realizować? Styczeń to czas przepełnionych siłowni, zajętych dietetyków i internetu zalanego poradnikami o tym, jak wyznaczać, monitorować i osiągać cele.
Osobiście już dawno zrezygnowałam z podążania za falą „świeżego startu”, ale nie zrezygnowałam z wyznaczania sobie celów, bo jak powiedział Seneka: „Nie ma wiatru sprzyjającego temu, kto nie wie, dokąd zmierza.”
„Pewnego dnia Alicja doszła do rozwidlenia dróg i zobaczyła kota z Cheshire na drzewie.
Lewis Carroll „Alicja w Krainie Czarów”
– Którą drogą mam iść? – zapytała.
– Dokąd chcesz dojść? – odpowiedział kot.
– Nie wiem – odparła Alicja.
– W takim razie nie ma to znaczenia.”
Mimo przeczytania mnóstwa książek, a także ukończenia dwóch kursów, które – jak na razie – zmieniły w moim życiu najwięcej, wciąż borykam się z tym, że niektórych celów nie udaje mi się zrealizować, mimo ogromnego pragnienia, by się udało. Zauważyłam, że metody działające w jednym obszarze życia w innym zawodzą, dlatego szukam przyczyn i alternatyw.
W ostatnim czasie trafiłam na książkę Briana Morana i Michaela Lenningtona „12-tygodniowy rok”, która przykuła moją uwagę obietnicą: „osiągnij w 12 tygodni więcej, niż inni w 12 miesięcy”.
W zasadzie już sam tytuł i podtytuł mówią wiele; w książce mamy głównie przekonujące wyjaśnienie, dlaczego to działa, oraz raczej nienowatorskie metody wsparcia we wdrożeniu. Nienowatorskie dla kogoś – kto jak ja – lubi czytać książki rozwojowe o efektywnym działaniu.
Zmiana perspektywy: dlaczego rok kalendarzowy nie działa
Większość ludzi planuje w cyklu rocznym, który – zwłaszcza w naszym klimacie – jest nieintuicyjny biologicznie i psychologicznie. Zima to czas spokoju, odpoczynku, regeneracji, a w kalendarzu? Sylwester, Nowy Rok i noworoczne postanowienia! Wiosna – naturalny czas budzenia się do życia, oczyszczenia, a my właśnie przeżywamy rozczarowania związane z niezrealizowanymi celami i porzuconymi postanowieniami. Lato i wczesna jesień to urlopy i zmiany rytmu, które nie sprzyjają budowaniu nawyków. Późna jesień znów przynosi spadek energii i oczekiwanie na kolejny „nowy start”.
Większość firm również pracuje w oparciu o cele roczne. Tymczasem – zdaniem autorów książki – o ile posiadanie rocznych celów jest o niebo lepsze niż ich brak, o tyle 12 miesięcy to horyzont zbyt odległy, by utrzymać koncentrację i odpowiedzialność. Mamy zbyt dużo czasu, więc odkładamy działania.
Efekt świeżego startu i jego pułapka
Psychologicznie najlepiej działa na nas tzw. efekt świeżego startu (fresh start effect): przełomowe daty – Nowy Rok, urodziny (zwłaszcza okrągłe), poniedziałek (zwłaszcza 1 dnia miesiąca), nowa praca lub związek pomagają nam psychicznie oddzielić „stare ja” od nowego. Jednocześnie w pierwszych miesiącach mamy komfort psychiczny, który sprzyja rozluźnieniu – mamy przecież mnóstwo czasu na realizację planów. Brakuje nam poczucia zbliżającego się deadline’u i znaczenia każdego dnia w dążeniu do celu, a to sprzyja rozproszeniu uwagi. Odległy termin daje poczucie komfortu, co prowadzi do przekładania zadań i nieefektywności.
„Gdy pytamy naszych klientów, co uniemożliwia im uzyskiwanie lepszych rezultatów, najczęściej słyszymy, że problemem jest brak czasu – jednakże spośród wszystkich zasobów osobistych to właśnie czas jest tym elementem, który jest najczęściej trwoniony.”
Brian Moran, Michael Lennington „12-tygodniowy rok”
Koniec roku
To z kolei magiczny okres. Z jednej strony często orientujemy się, że kolejne miesiące przeciekły nam przez palce pod hasłem „spokojnie, mam jeszcze mnóstwo czasu!”. Jednocześnie towarzyszy nam uczucie ekscytacji, że co prawda w tym roku się nie udało, ale już wkrótce „hoho, będzie się działo!”. Z drugiej – zwłaszcza w firmach – widmo zbliżającego się podsumowania roku i rozliczenia przez szefostwo z wyników potrafi zdziałać cuda. Nagle pojawia się skupienie, presja i mobilizacja sprawiając, że nierzadko w listopadzie i grudniu firmy są w stanie osiągnąć więcej, niż w ciągu poprzednich dziesięciu miesięcy!
I właśnie ten mechanizm autorzy chcą wykorzystywać co 12 tygodni.
Na czym polega 12-tygodniowy rok
Zamiast jednego długiego roku mamy cztery intensywne cykle po 12 tygodni. Każdy z nich wymaga:
- jasno określonych celów,
- mierników postępu,
- tygodniowych przeglądów,
- pełnej odpowiedzialności za realizację.
Poradnik łączy w sobie wiedzę merytoryczną z praktyką; dostarcza nie tylko dokładnego opisu koncepcji, ale daje proste narzędzia, za pomocą których możemy zacząć działać. To, co odróżnia ludzi, którzy osiągają sukces od tych, którzy sukcesu nie osiągają, tych skutecznych, od tych bezproduktywnych nie jest wiedza, ani strategia, a działanie i realizacja. To jest kluczowe dla powodzenia naszego planu, a autorzy tłumaczą również, dlaczego tak jest.
„Bariera oddzielająca Cię od życia, które mogłoby być Twoim udziałem, to brak konsekwencji w działaniu. Skuteczne działanie zapewni Ci wolność. To właśnie jest droga do osiągnięcia tego, o czym marzysz”
Brian Moran, Michael Lennington „12-tygodniowy rok”
Opracowanie stawia sobie za cel zmianę perspektywy patrzenia na czas. Prawo Parkinsona, mówi bowiem, że praca rozrasta się tak, by wypełnić cały dostępny czas na jej wykonanie. To oznacza, że im więcej czasu sobie na coś wyznaczymy, tym dłużej to będzie trwało, nawet jeśli zadanie obiektywnie możemy wykonać szybciej. W praktyce oznacza to, że mamy tendencję do zwlekania i udoskonalania, co prowadzi do marnowania czasu i prokrastynacji.
„(…) W ten sposób zmierzasz do punktu, który jest na tyle odległy w czasie, by umożliwić Ci zrealizowanie celów, a jednocześnie znajduje się na tyle blisko, że wzbudza potrzebę pilnego działania i zachęca do czynu.”
Brian Moran, Michael Lennington „12-tygodniowy rok”
Każdy kolejny „rok” powinien realizować cele, które przybliżą nas do realizacji celów długoterminowych, które z kolei powinny być wspólne z naszą wizją życia. Nie jest to jednak – jak mogłoby się mylnie wydawać – instrukcja, by podzielić duże cele na mniejsze, łatwiej osiągalne! To metoda podnoszenia jakości decyzji i intensywności działania.
Idee zawarte w książce zostały sprawdzone przez licznych klientów autorów na przestrzeni lat (w książce podane są przykłady) i przynoszą wymierne rezultaty, jednak zabrakło mi bardziej naukowych badań.
Co działa, a co budzi mój sceptycyzm
Podoba mi się to, że inaczej niż w większości (zwłaszcza amerykańskich) książek o samorozwoju, autorzy od razu przechodzą do sedna. Nie ma tu opowiadania przez kilkaset stron o „cudownej metodzie”, którą poznajemy w ostatnim rozdziale. Z drugiej strony całą istotną treść można by zmieścić w jednym, konkretnym artykule lub broszurze i poza samą koncepcją 12-tygodniowego roku nie mamy tu jakiś nowatorskich rozwiązań, które zrobią nam prawdziwą burzę mózgu. Autorzy dosyć często powtarzają te same prawidła, nie wnoszące zbyt wiele do opisu samej metody.
Zamiast lania wody można było bardziej rozbudować rozdziały o wartościową wiedzę jak wyznaczyć pociągający, a jednocześnie realistyczny cel życia (co wcale nie jest tak łatwe, jak się powszechnie uznaje, a jest KLUCZOWE w kontekście wprowadzenia w życie opisywanej w książce metody). Jeśli nie masz bowiem ekscytującej, ale jednocześnie realnej (czyli takiej, w którą Ty wierzysz, że może się spełnić) wizji życia, to tak naprawdę nie masz powodu, abyś działał w sposób, który pociągnie w stronę tej przyszłości. I żadna metoda zarządzania czasem tego nie zastąpi.
Pytania zawarte w książce zmusiły mnie do przyjrzenia się, kiedy i gdzie pozwalam na to, aby mój strach przed dyskomfortem powstrzymał mnie przed budowaniem życia, którego pragnę i (w konsekwencji tego) zmiany swoich przyzwyczajeń.
„Zbyt często podejmujemy się czegoś, nie patrząc na problemy i trudności, jakie trzeba będzie przezwyciężyć, by osiągnąć upragniony cel. Wśród kosztów można wymienić chociażby czas, pieniądze, ryzyko, niepewność czy utratę poczucia komfortu. Zidentyfikowanie takich czynników przed podjęciem zobowiązania pozwoli Ci świadomie zdecydować, czy faktycznie chcesz zapłacić za swoje zaangażowanie taką cenę.”
Brian Moran, Michael Lennington „12-tygodniowy rok”
W książce przeszkadzało mi też ciągłe mieszanie sposobów i przykładów z życia prywatnego ze sposobami i przykładami, jak wprowadzić 12-tygodniowy rok w firmie. Wolałabym wyraźny podział na dwie części, mimo iż te różnice nie są fundamentalne, a sam system kompletnie nieskomplikowany.
Podsumowanie
12-tygodniowy rok nie jest rewolucją. To dobre narzędzie porządkujące działanie i zwiększające odpowiedzialność. Nie zastąpi myślenia, sensu ani refleksji nad tym, czego naprawdę chcemy. Ale jeśli ktoś utknął w planowaniu i nie działaniu – to może być bardzo dobry impuls do zmiany.
Jeśli masz poczucie, że nawet dobre metody nie zmieniają realnie kierunku Twojego życia
– przeczytaj ten tekst:
Minimalizm nie działa. I to nie jest jego wina
Osobiście postanowiłam w tym roku wypróbować tej metody, która może być świetnym uzupełnieniem wszystkich sposobów na skuteczne osiąganie celów, które poznałam wcześniej.
„Wyniki nie sprawiają, że ktoś osiąga wielkość – one są jedynie potwierdzeniem dokonań danej osoby. Wielkość jest czymś, co wyraźnie poprzedza pojawienie się imponujących rezultatów. Nadchodzi w chwili, kiedy decydujesz się zrobić to, co niezbędne, by zyskać wyjątkowość, a także w każdej sekundzie, w której nadal świadomie decydujesz się kontynuować te działania.”
Brian Moran, Michael Lennington „12-tygodniowy rok”
I właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Nie o wyniki, tylko o decyzje, które podejmujemy wtedy, gdy nikt nie patrzy.
