Bucket list miała być drogą do spełnionego życia, a coraz częściej staje się kolejną listą rzeczy „do odhaczenia”. W tym tekście pokazuję, co zostaje z listy marzeń po latach i dlaczego przestaje działać tak, jak obiecuje. To spojrzenie z perspektywy – na konkretnych przykładach i mojej własnej liście, która zmieniała się razem ze mną.
Są rzeczy, które kiedyś wydają się oczywiste. Na przykład to, że jeśli spiszesz swoje marzenia i zaczniesz je realizować, życie w końcu „zaskoczy” – stanie się pełniejsze, ciekawsze, bardziej Twoje.
Ja też w to wierzyłam.
Miałam swoją listę. Długą, ambitną, trochę naiwną, ale szczerą. Zbierałam na niej miejsca, przeżycia, pomysły na życie, które – jak wtedy czułam – miały mnie kiedyś „doprowadzić” do czegoś ważnego.
Dziś patrzę na nią inaczej. Nie z zażenowaniem, raczej z ciekawością. Bo ta lista mówi o mnie więcej, niż wtedy rozumiałam.
Kiedy lista marzeń jeszcze działa?
Będąc jeszcze w szkole podstawowej, w gorące wakacje między 7, a 8 klasą bez reszty pochłonął mnie cykl powieści o Tomku Wilmowskim autorstwa Alfreda Szklarskiego. Przez tydzień prawie nie spałam, mało jadłam i właściwie nie istniałam poza tą historią.
A potem zrobiłam coś bardzo naturalnego: spróbowałam ten świat zapisać dla siebie. Lista miejsc do zobaczenia. Rzeczy do przeżycia. Pomysłów na życie.
Przez krótki moment to działało. Dawało iluzję kierunku – a wtedy mi to w zupełności wystarczało. Budowało wyobrażenie przyszłości. Dodawało energii.
I przez długi czas myślałam, że właśnie o to chodzi – żeby tę listę konsekwentnie realizować. Najlepiej do końca.
Moment, w którym coś przestaje się zgadzać
Problem pojawia się później. Nie nagle – raczej po cichu. Zaczynasz coś odhaczać: niektóre rzeczy się spełniają, a inne przestają mieć znaczenie.
I nagle orientujesz się, że:
- część tych marzeń wcale już nie jest Twoja
- część była tylko wyobrażeniem o tym, kim chciałabyś być
- a część… dalej gdzieś w Tobie siedzi, tylko w innej formie
Lista dalej istnieje, ale przestaje być drogowskazem. Zaczyna być zbiorem starych wersji Ciebie.
Jeśli czujesz, że „coś się nie zgadza”, mimo że robisz to, co miało działać
– przeczytaj ten tekst:
Minimalizm nie działa. I to nie jest jego wina
Co jest nie tak z „bucket listą”
Z perspektywy czasu widzę trzy rzeczy, których wcześniej nie widziałam.
Po pierwsze – łatwo pomylić doświadczenia z sensem. Można przeżyć bardzo dużo i dalej czuć, że coś jest nie na miejscu.
Po drugie – lista tworzy presję. Niby inspiruje, ale gdzieś pod spodem zaczyna brzmieć jak bardzo uprzejma lista obowiązków.
Po trzecie – nie wszystko trzeba realizować. Niektóre marzenia spełniają swoją rolę tylko wtedy, gdy pozostają marzeniami.
I to jest moment, w którym coś się odwraca.
Podobnie jest z postanowieniami noworocznymi – też mają porządkować życie, a często kończą jako kolejna lista rzeczy, które miały coś zmienić. Pisałam o tym szerzej tutaj w artykule „Postanowienia noworoczne minimalistki – 24 rzeczy, które kiedyś były listą, a dziś są wyborem”.
Co zostało z mojej listy?
Nie wyrzuciłam jej, ale przestałam traktować ją jak plan. Dziś widzę ją bardziej jak zapis drogi – dowód na to, jak zmienia się człowiek, jego potrzeby i sposób patrzenia na świat.
Niektóre rzeczy się wydarzyły, niektóre straciły sens, a niektóre wróciły – spokojniej, dojrzalej, bez tej dziecięcej potrzeby „zaliczenia życia”. To już nie jest lista rzeczy do zrobienia. To lista rzeczy, które kiedyś były dla mnie ważne – i które dziś sprawdzam, czy nadal takie są.
Zostawiam ją tutaj nie jako instrukcję, tylko jako fragment historii.
Rzeczy, które kiedyś były dla mnie ważne (i część z nich nadal jest):
|
Wystąpić na deskach teatru lub zagrać w filmie |
|
|
Pracować przy wykopaliskach archeologicznych i znaleźć jakiś skarb. Znowu inspiracją były książki – tym razem seria o Panu Samochodziku Zbigniewa Nienackiego. Czytałam te książki w kółko i aż do ukończenia szkoły średniej chciałam zostać archeologiem. Ostatecznie planów nie zrealizowałam, ale udało mi się znaleźć niewielki skarb (znalezione artefakty do dziś pozostają w zasobach Muzeum Archeologicznego w Krakowie). |
|
|
Osobiście sprawdzić, czy w Loch Ness nie czai się potwór. |
|
|
Zobaczyć Stonehenge |
|
|
i zwiedzić Wyspę Wielkanocną. Tak naprawdę miejsc, które chciałabym zobaczyć, jest mnóstwo. Te jednak zadziałały na moją dziecięcą wyobraźnię, więc pozostawiam na tej liście. |
|
|
Zobaczyć wieloryba na żywo. By przestać sobie w końcu wyobrażać, jaki jest ogromny! |
|
|
Wziąć udział w prawdziwym safari i zobaczyć zwierzęta w ich naturalnym środowisku. |
|
|
Zrobić prawo jazdy |
|
|
Zaadoptować zwierzaka ze schroniska. W moich wyobrażeniach miał to być duży pies (najlepiej rasy Husky), a w dość pokręconych okolicznościach zostałam właścicielką schroniskowego kociaka. |
|
|
Odbyć długi Road Trip w towarzystwie wielkiego psa ze schroniska. Kiedy miałam nie więcej niż 12 lat, moim największym marzeniem było kupić duży, terenowy samochód i psa i wyruszyć w kilkuletnią podróż po Europie. Żałuję, że porzuciłam to marzenie, ale ono wróciło do mnie niedawno na nowo. |
|
|
Postawić stopę na każdym kontynencie. |
|
|
Uratować życie jakiejś istocie. |
|
|
Doznać uczucia spowolnienia, jak w filmie. Taki moment, kiedy całe życie, klatka po klatce przelatuje przed oczami w ciągu sekundy. Filmy nie kłamią – to naprawdę może się wydarzyć! |
|
|
Napisać sztukę / scenariusz / wiersz / namalować obraz NIE do szuflady. |
|
|
Napisać i wydać książkę. |
|
|
Pojechać autostopem. |
|
|
Zakochać się nagle, do utraty tchu. |
|
|
Spędzić wakacje na jachcie. Chętnie bym to powtórzyła! |
|
|
Popłynąć w długi rejs żaglowcem najlepiej jako marynarz (marynarzem już nie zostanę, ale długi rejs statkiem? Kto wie?) |
|
|
Zamieszkać na jakiś czas w innym kraju. Marzenie do powtórzenia. |
|
|
Ukończyć kurs tańca |
|
|
Zajrzeć do aktywnego wulkanu. Zawodowa ciekawość. |
|
|
Obejrzeć koncert The Rolling Stones na żywo. |
|
|
Kąpać się nago w morzu lub jeziorze. |
|
|
Pomieszkać choć rok nad morzem. |
|
|
Doświadczyć stanu nieważkości. |
|
|
Zachwycić się prawdziwą zorzą polarną koniecznie na Islandii. |
|
|
Zostać dawcą szpiku |
|
|
Poczuć potęgę natury oglądając na żywo trąbę powietrzną. |
|
|
Zobaczyć taneczny Flashmob na żywo i poczuć tę atmosferę. |
Kiedyś pytałam: „co jeszcze chcę zrobić?”
Dziś częściej pytam: „co z tego wszystkiego jest naprawdę moje?”, a co było tylko wyobrażeniem o mnie.
Nie chodzi o to, żeby mieć coraz więcej na liście.
Chodzi o to, żeby w pewnym momencie przestać potrzebować jej w ogóle.